wtorek, 9 września 2014

Ratuj się kto może!! Pająk !!! Czyli krótka historia o przetrwaniu.. ;-)

Wielki. Włochaty. Kudłaty. Ma 100 nóg. 100 par oczu. Zasuwa jak wyścigówka. Tylko czeka by zaatakować. Tak, to on. Pająk.

Pająk wielki jak autobus postanowił odwiedzić nasze mieszkanie z samego rana. Niczego nie się spodziewając na jego widok zaczęłam piszczeć jak poparzona. Kropek przybiegł dowiedzieć się, co się stało. Zorientowawszy się w sytuacji zaczął mówić:

-mamo, strachasz się go? ale on jest taki mały a Ty duża. Zobacz, nie zrobi Ci krzywdy.

Ja, mama, o mało na zawał nie schodzę. Mam ataki duszności przeplatane paniką. Osobiście bym go chyba zatłukła. Tak, właśnie tak. Jednak syn patrzy. Jest presja. Czym prędzej udałam się po coś czym by go nakryć. Pierwsza myśl - garnek. Wielki garnek. Pomysł szybko spalił na panewce, bo zaczęła się jarzyć lampka, że przez garnek nie zobaczę w jakim konkretnie miejscu on się znajduje podczas przenoszenia. Wzięłam większy kubek. Wracam na miejsce zdarzenia. Nie ma. Nie ma go. W głowie jedno wielkie AAAAAAAAAAA. Myśl, że uciekł i w nocy będzie po nas łaził niemal doprowadza mnie do omdlenia. (Tak, na pewno by po nas łaził, to oczywiste, pff..). Młody człowiek naprowadza mnie na miejsce jego ucieczki. Nie wiem kiedy stał się taki odważny. Namierzyłam, złapałam w kubek. OŁ JEE. Mogę dostać złoty medal. Podłożyłam kartonik, i niosłam za okno. Wywaliłam ze wszystkim. Mogę oddychać. Będę żyć. Łapię oddech, normuje się bicie serca i nagle Kropek mówi:

-a co jeśli on do nas wróci po ścianie???!!!

DZIĘKI CI SYNU :))))

2 komentarze: