wtorek, 7 października 2014

co za dużo... ;))

Zupa gotowa, wołam Młodego na obiad. Przybiega, zagląda do talerza i komentuje:

- mmhmmm dobre, dobre, lubię.

Siada do stołu, bierze łyżkę i je. Z każdą łyżką słyszę pochwały:

- ale to dobre ugotowałaś, ale pyszne. Mniam jaka pychotka.

Grzecznie młodemu dziękuję za komplementy uśmiechając się od ucha do ucha. Ale młody nie przestaje, ciągle chwali. No dobra, mnie już głupio, w końcu cudów nie stworzyłam. Mówię z żartem:

- No już dobra, bo się rumienię.

Na co młody:

- medalów nigdy dość

:D :D :D

No, nie powiem, urosłam :D


1 komentarz: