wtorek, 30 września 2014

wolne :))

Budzimy się rano. Młody pyta, gdzie jest tata. Mówię, że w pracy. Młody pyta czemu itp. Rozmowa, która powtarza się co jakiś czas. Tłumacze po raz kolejny, że tylko w weekendy i święta tata ma wolne. Młody kiwa głową, myśli i pyta:

- a Ty, kiedy będziesz miała wolne??

Haha, też chciałabym wiedzieć :-))

piątek, 26 września 2014

Szyberdach :))

Jedziemy autem wąską drogą, mijamy różne domy. W pewnym momencie uradowany Kropek widząć okna dachowe krzyczy:

- mamo, mamo, zobacz !! W tym domu w dachu mają szyberdach!!

:))))

czwartek, 25 września 2014

Oczywista oczywistość :-)))

Idziemy do piekarni. Kropek się zatrzymuje mówiąc:

- o fujjj !! Zobacz mamo! Ktoś tu zrobił kupę !!!! Jakiś ptak chyba !!!

Obrzydzenie młodego nieźle mnie ubawiło :)) Przyjrzałam się dokładnie i stwierdzam, że to nie kupa tylko stary, brązowy, mokry liść. Oznajmiam tę nowinę młodemu, na co on uszczęśliwiony z ulgą:

- no oczywiście! Przecież kupy ptaka są okrągłe !!!

hahaha :))))

środa, 24 września 2014

Mamo, chodź na sanki ;))

Wczoraj wieczorem czytaliśmy bajkę, gdzie była mowa o śniegu. Dziś rano młody mówi, że nie może doczekać się śniegu. Mówi do mnie:

-Mamo, chodź na sanki.

- ale żeby jeździć na sanki musi być śnieg, a nie ma śniegu, dopiero jesień, liście spadają.

- ale dziadek ze mną jeździł sankami po trawie. Mamo, no chodź na sanki :)))

Tak, dziadek jeździł z Kropkiem po trawie sankami. Rok temu, przy okazji porządków w budynku gospodarczym. I on to zapamiętał.

:)))

Komplemenciarz :-)))

Nigdy nie wiadomo, kiedy nasze dziecko czymś nas zaskoczy. Dziś ogarniam dom, generalnie dres, skarpety, niekoniecznie świeże włosy, no nic pięknego. Młody w pewnym momencie za mną idzie i mówi:

- mamo, jak Ty ładnie pachniesz. Jesteś fajna, kocham Cię. [Tu następuję przytulanie i całusy]

Tak, opadła mi kopara.

 "W życiu piękne są tylko chwile..."

;-)))


wtorek, 23 września 2014

Jeszcze minutka ;))

Ranek. Budzimy się. Zazwyczaj to Kropek od razu po otwarciu oczu chce "fruwać" jednocześnie informując, że "jest ranek wstajemy". Dziś jest inaczej. Młody mnie budzi, że chce pić. Człapię po herbatę, zanoszę mu. Młody pije, nurkuje pod kołdrą, zaciska oczy mówiąc:

- mamo, jeszcze minutka. Jeszcze sobie poleżymy.

Mnie nie trzeba wiele mówić, jestem łakoma na każdą sekundę z rana w łóżku. Ledwo się położyłam, nie zdążyłam nawet nakryć się kołdrą a ten mały czort wyskoczył jak z procy komentując:

- Już. Wstajemy. Minuta minęła. Pobawimy się elmo??

Ha. :)))

poniedziałek, 22 września 2014

takie tam z żołędzi :)))

Podczas spacerów zbieramy hurtowo liście, żołędzie, kamyki. Na kasztany w większej ilości wciąż czekamy. Dziś potworzyliśmy trochę z żołędzi. No, ja daru nie mam ;)) Okazało się, że najciekawszym elementem tych zajęć było dla Kropka robienie śrubokrętem w żołędziach dziurek ... :))


ludek :-))

Ludka zna każdy. Ludek to taki ktoś, kto żyje lub żył w naszej wyobraźni. Z biegiem czasu zapominamy o ludku. Jednak gdy jest się dzieckiem ludek aktywnie w nas żyje. Ludek może być "żyjącą" zabawką, może być naszym przyjacielem albo przybyszem z kosmosu. Kto, co chce :-)) Ludka można sobie wyobrazić albo zbudować z czegoś :))

Grabimy z Kropkiem liście. Młody grabkami tworzy coś w kupie liści. Zbieram kolejno mniejsze na jedną wielką. Dochodzę do tej, przy której tworzy coś młody. Zabieram liście na co młody oburzony:

- zniszczyłaś mi ludka!! On tam miał oczy i nos i buzie. Miał też nogi!!!!

Ja, skonsternowana matka próbuję ratować sytuację, mówiąc że teraz ma jedną wielką kupę liści i może zrobić wielkiego ludka albo dużo małych.Na szczęście Młody nie oponował :)))

***

Młody się bawi autami przy kanapie. Przychodzę, odsuwam auta i siadam w rogu. Młody z krzykiem:

- mamo siadłaś mi na strażaka !!!! Zobacz, Waldek wypadł z jeepa !!!

Moja mina bezcenna, tak. Cóż było robić, udawałam, że szukam Waldka na dywanie, że go wkładam do jeepa i w ogóle nic mu nie jest, taki jest gigant. Natomiast strażaka usiłuję reanimować, co Młody skwitował:

- jego już tam nie ma, uciekł.

No tak. Hahaha. :-)))))



niedziela, 21 września 2014

muszę to napisać :)))

POLSKA MISTRZEM ŚWIATA!!!!!!!!

 :-)))))

głupi pomysł ;-))

Biorę telefon i piszę życzenia urodzinowe koleżance. Młody od razu pyta co robię, więc tłumaczę, że moja koleżanka ma urodziny więc piszę jej życzenia. Młody się ucieszył i mówi:

- oo super, pojedziemy, zaśpiewamy sto lat i zjemy tort.

Mówię Kropkowi, że nie, bo mieszka bardzo daleko i że jedzie się do niej prawie cały dzień. Młody pomyślał i mówi:

- głupi pomysł miała żeby tam mieszkać.

Jak to skwitowała ów koleżanka "no co jej strzeliło do głowy, żeby tam mieszkać"

:-)))

sobota, 20 września 2014

parkować jak dziewczyna :))

Kropek choć taki młody szybko przesiąka przekonaniami różnego pochodzenia. Wczoraj parkowałam pod blokiem szwagierki, poprawiałam bo nie od razu zaparkowałam idealnie. Młody pyta:

- co robisz?

- poprawiam, bo trochę krzywo zaparkowałam (van to jednak van ;) )
Śmiejąc się dodaję:
- jak dziewczyna

Młody chwilę się zastanowił i mówi:

- przecież jesteś dziewczyna

Dzisiaj sąsiad wyjeżdża z garażu, parkuje obok, coś poprawia, wysiada. Cały proces młody obserwuje sytuację po czym mówi:

- ten pan chyba źle zaparkował - jak dziewczyna.

Wszyscy parskneliśmy śmiechem :)))

popołudniowy spacer :-)))

Jesteśmy na spacerze. Dochodzimy do rozdroża. Mówię do Kropka:

- wybieraj czy idziemy w prawo czy w lewo.

Młody kilka sekund się zastanawia, ogląda drogi, w końcu wybiera, że idziemy w lewo po czym kwituje:

- widzisz, Ty nie miałaś czasu to ja wybrałem.

:)))

***

Idąc gdziekolwiek młody czasem idzie za rękę a czasem woli chodzić sam. Idziemy dziś za rękę po czym młody mnie puszcza mówiąc:

- ręka mi się spociła to już Cię puściłem a drugiej Ci nie dam bo jak będzie padać muszę robić wycieraczki* , taka jest zasada.

* wycieraczki - Kropek pokazuje rękami jak w jakim aucie działają wycieraczki. Ostatnio ma fioła na tym punkcie ;)))

:)))

pirat drogowy

Wracamy ze spaceru. Idziemy sobie chodnikiem, wzdłuż ulicy dwa samochody urządziły sobie wyścig, z czego jeden chcąc wyprzedzić drugiego wjeżdża z rozpędem na chodnik z 15 m przed nami. Młody to zapalony samochodziarz i zachowaniem kierowców jest oburzony:

- nie wolno tak szybko tu jeździć. Przyjedzie policja, wyrzuci Pana z forda* i wyrzuci mu auto za karę. Dostanie mandat albo dwa. I nie będzie już jeździł autem. Koniec i kropka.

:)))

* Wyrzuci z auta czyli każe mu wysiąść jak widział kiedyś w programie "Pirat drogowy" :)))

czwartek, 18 września 2014

mój mały wielki bohater :-)))

Po nocy jestem rozjechana jak walec. Źle się czuję. Dzień zdaje się mnie przygniatać swoim ciężarem, jednak trzeba się zorganizować do funkcjonowania. Nie ma taryfy ulgowej. Dzielnie biorę się w karby, jednak widać moją niedyspozycję. Młody zauważył. Zawsze zauważa, taki jest kochany. Siedzimy, jemy śniadanie (właściwie to tylko on) aż nagle dźwięk pralki daje znać, że czas wyciągnąć pranie. Zaczynam się zwlekać gdy Kropek mówi:

- mamo, ja wyciągnę, siedź.

I poszedł. Wraca za chwilę i mówi, że skończył. Wstać i tak muszę, by nastawić kolejne. Zerkam do miski z praniem. Wyciągnął wszystko. A pranie nie małe bo pościele, prześcieradła. Mój mały dzielny bohater.

:-))))

muchomor :))

Byliśmy w Akademii Przedszkolaka organizowanego przez Miejską Bibliotekę w naszym mieście. Zajęcia dosyć kameralne, ale fajne, czytanie krótkiej bajki, zabawa w kółeczku i prace plastyczne :) Wczorajszy dzień był poświęcony grzybom.

Co się stanie gdy zje się muchomora?

- głoduje się - odpowiedział rezolutnie Kropek

:)))

Wracamy do domu, mówię, że powieszę na lodówkę jego pracę z muchomorem, na co Młody Człowiek:

- powieś i patrz jaki piękny

hahah :-)))


Muchomor nieco sfatygowany, ale przetrwał drogę powrotną do domu, gniecenie, wzloty i upadki :-))


wtorek, 16 września 2014

Pęknąć jak balon :))

Jesteśmy po obiedzie. Mówię:

- Ale się objadłam, chyba zaraz pęknę !!

Na co młody:

-pękniesz??? [tu następuje dziki śmiech młodego] jak balon? I znikniesz. Nie będzie mamusi tylko ja i tata. A jak my pękniemy to nie będzie w ogóle w naszym domu ludziów.

No tak, logiczne ;-)))

"Nachmurzona" szyba :))

Jedziemy z Kropkiem autem. Młody rzecze:

- mamo, włącz spryskiwacz i wycieraczki bo się nachmurzyła szyba

:)))

poniedziałek, 15 września 2014

Sportowy autobus :-))))

Nieoczekiwanie, niespodziewanie padł pomysł nowy,
dnia dzisiejszego obrać kurs na przystanek autobusowy.

Leniwie się z łóżek swoich zwlekaliśmy,
Pośpiechu nie było, to wiedzieliśmy.

Toaleta, śniadanie, kawa, ubieranie,
och, odeszło już w zapomnienie spanie.

Młody pogania, kroku przyspiesza,
zasuwa jak ekspres depesza.

Na horyzoncie przystanek jak malowany,
Mieni się i lśni choć trochę popisany.

Kropek zaaferowany, podskakuje z radości,
gdy podjeżdża autobus w naszej miejscowości.

Wsiadamy, bilet kasujemy,
Szybko najlepsze miejsca zajmujemy.

Mamo zobacz, jakie ma migacze !
Jaka kierownica i jak to lusterko skacze !!

Jakie ma wycieraczki, jaki guzik STOP,
wtedy można z autobusu zrobić hop.

Mamo, mamo, ile gazu kierowca dodaje
aż tu nagle hamulec i autobus staje.

Psssssssss drzwi się automatycznie otwierają,
nowi pasażerowie do pojazdu wsiadają.

Młody zachwycony wycieczką i widokami,
podziwia mechanizm zajmujący się drzwiami.

Za każdym razem ta sama radość młodego wypełnia,
a mnie serce rośnie, że mu się marzenie spełnia.

Komentator z niego pierwsza klasa,
Podoba mu się bezwzględnie każda trasa.

Zamyślenie moje przerywa młody:
Mamo! Kup mi autobus - ale sportowy!

:-))))









niedziela, 14 września 2014

Chłopaki jedzą szybciej :-))

Jemy razem we trójkę obiad. Kropek mówi:

- Chłopaki jedzą szybciej a dziewczyny wolno.

Zaintrygowana pytam:

- a czemu dziewczyny jedzą wolniej?

na co Młody Człowiek:

- bo tak już jest.

Młody mnie obserwuje chwilę i rzecze:

-widzisz, jesz wolno, a ja i tata szybko. Dziewczyny jedzą wolniej, nie ma rady.

:)))))

sobota, 13 września 2014

Kilka krótkich historii Kropka :)

Młody ubiera majtki. Włożył siusiaka przez otwór gdzie noga i mówi ze śmiechem:

- zobacz mamo, siusiak patrzy przez okienko

:)))

***

Ubieramy się w piżamę. Kropek podnosi rękę do góry usiłując zajrzeć pod pachę.

- mamo, mam tam już włosy??

;-))))

***

Grabimy liście. Młody człowiek odkrył kopiec kreta. Zanosi tam liścia, wpycha najgłębiej jak się da komentując:

- masz kreciku i jedz. Ale dzisiaj bo jutro będzie już stare.

:-)))))

piątek, 12 września 2014

Gdzie się podziała wycieraczka? :-)))

Kropek ma milion metalowych samochodów w każdym rozmiarze. Bawi się. Nagle sam do siebie mówi zdziwiony:

- W Toyocie nie ma wycieraczki?? Jak to??? AAAA bo urwałem

:)))

czwartek, 11 września 2014

Być ludziem :-)

Zbieramy się z Kropkiem do spania. Mówię do niego:

-dziś będzie Ci czytał bajki tata, bo mnie boli gardło i straciłam głos jak krówka z bajki.

Młody podumał chwilę i mówi:

- Ty nie możesz stracić głosu bo nie jesteś krówką tylko ludziem.

No tak, my ludzie nie tracimy głosu :))

Jak mama Kropka robiła po raz pierwszy gołąbki... :-))))

Obudziła się z myślą, że zjadłaby gołąbki. Nigdy nie robiła. Postanowiła zaszaleć. W całym przedsięwzięciu uczestniczyła razem z kumpelą Niką. Nika podobnie jak mama Kropka nigdy gołąbków nie robiła. Nic to, postanowiły spróbować.

Mama kropka zajrzała do internetu co tam potrzeba. Wszystko na stanie jest. Zaryzykowała.

Cały czas relacja online z Niką. Wymiana spostrzeżeń, przerażenia i zdziwienia :-)) Nika zdawała się lepiej orientować w temacie.

Zrobienie farszu było wręcz przyjemnością.
Kłopoty przyszły z tym co dalej.

Pierwszą przeszkodą okazała się kapusta. Taka niby niewinna, zielona a jaka upierdliwa! Paluchy poparzone przy odrywaniu liści - a jakże. Po czasie wymyśliła, że mogła wkręcić w rdzeń korkociąg do wina, taki zwyczajny, ręczny. Szkoda że po czasie. Z poparzonymi palcami wyrzuciła z siebie wszystkie znane jej przekleństwa po stokroć. Kapusta nie pozostawała dłużna. Wzięła i zaczęła się rozdzierać. Na złość. Nie poddała się bez walki. Kapusta znaczy. 

Gdy liście miała z głowy, przyszedł czas na zawijanie. Nika była już w połowie.
Mama kropka była tak nieobyta z zawijaniem gołąbków że w akcie desperacji zaczęła przeszukiwać internet. Za radą koleżanki Niki znalazła - na youtube dokładny instruktaż. Nic z tego. Nie mogło być tak łatwo. Porwane liście kapusty nadal stawiały opór. Znowu poleciały wszystkie znane przekleństwa w świat. Pozawijała po swojemu tak by farsz nie miał możliwości ucieczki. Choć w niektórych sztukach zdawał się być w zmowie z kapustą. Udało mu się. Trzeba było przewijać w inny liść - pokorniejszy.

Po akcji z zawijaniem Nika nadała, że jej gołąbki nie są rewelacyjne i załączyła zdjęcia. Na widok tegoż mamę kropka ogarnął dziki śmiech. Patrzyła na jej "nierewelacyjnie" pozawijane gołąbki i na swoje. HA! Gołąbki Niki były bezkonkurencyjne.

Po całym cyrku z zawijaniem przyszedł czas na układanie ptactwa w naczyniu. Oczywiście nie mogły się wszystkie zmieścić. Bo po co? Jeden!! Jeden musiał zostać.

Nic to. Zalała wszystkie nieboraki wywarem z przecierem, nastawiła i czeka. Czeka.
Z obserwacji wynika, że farsz dogaduje się z kapustą. Mało tego! Weszli w zmowę z wywarem (który docelowo ma być sosem)

Prawdopodobnie to gulasz gołąbkowy.

Mama kropka wraz z Niką nie potrafią zrozumieć do dnia dzisiejszego jak to możliwe, że całe przedsięwzięcie trwało niemal cały dzień.  Tak, cały dzień. Takie są zdolne :-)))

:-))))

środa, 10 września 2014

Czas goni nas ;-)))

Chodzę po domu i podśpiewuję "Akuratów":

- czas goni nas, goni nas ten czas...

Na co Młody Człowiek:

- Czemu nas goni?

Po czym podchodzi do mnie, klepie mnie rączką i radośnie obwieszcza: BEREK!!!

:-))))

wtorek, 9 września 2014

Ratuj się kto może!! Pająk !!! Czyli krótka historia o przetrwaniu.. ;-)

Wielki. Włochaty. Kudłaty. Ma 100 nóg. 100 par oczu. Zasuwa jak wyścigówka. Tylko czeka by zaatakować. Tak, to on. Pająk.

Pająk wielki jak autobus postanowił odwiedzić nasze mieszkanie z samego rana. Niczego nie się spodziewając na jego widok zaczęłam piszczeć jak poparzona. Kropek przybiegł dowiedzieć się, co się stało. Zorientowawszy się w sytuacji zaczął mówić:

-mamo, strachasz się go? ale on jest taki mały a Ty duża. Zobacz, nie zrobi Ci krzywdy.

Ja, mama, o mało na zawał nie schodzę. Mam ataki duszności przeplatane paniką. Osobiście bym go chyba zatłukła. Tak, właśnie tak. Jednak syn patrzy. Jest presja. Czym prędzej udałam się po coś czym by go nakryć. Pierwsza myśl - garnek. Wielki garnek. Pomysł szybko spalił na panewce, bo zaczęła się jarzyć lampka, że przez garnek nie zobaczę w jakim konkretnie miejscu on się znajduje podczas przenoszenia. Wzięłam większy kubek. Wracam na miejsce zdarzenia. Nie ma. Nie ma go. W głowie jedno wielkie AAAAAAAAAAA. Myśl, że uciekł i w nocy będzie po nas łaził niemal doprowadza mnie do omdlenia. (Tak, na pewno by po nas łaził, to oczywiste, pff..). Młody człowiek naprowadza mnie na miejsce jego ucieczki. Nie wiem kiedy stał się taki odważny. Namierzyłam, złapałam w kubek. OŁ JEE. Mogę dostać złoty medal. Podłożyłam kartonik, i niosłam za okno. Wywaliłam ze wszystkim. Mogę oddychać. Będę żyć. Łapię oddech, normuje się bicie serca i nagle Kropek mówi:

-a co jeśli on do nas wróci po ścianie???!!!

DZIĘKI CI SYNU :))))