czwartek, 19 lutego 2015

nadziewana czekolada

Bawimy się w zakupy. To znaczy ja siedzę przy stole z kawą, Młody zasuwa po domu na rowerze jeżdżąc do "zwykłego sklepu" czyli do Lidla :D Tak, na rowerze, dobrze czytacie :)))
Kolejny raz Młody pyta co mi kupić. Mówię, że nadziewaną czekoladę. Młody pojechał. Wraca, ja rozmawiam przez telefon. Kończę, a Młody z wyrzutem:

- to chcesz tę czekoladę z żołędziami czy nie chcesz?!

Hahah, tak, chcę czekoladę z orzechami :D

20 komentarzy:

  1. hahhahahaa -poprosze rowniez :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. z orzechami jest rewelacja, więc może z żołędziami ciekawsza? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, kto wie, w sumie nigdy nie próbowałam :D

      Usuń
  3. Ty swoimi opowiastkami, zawsze poprawiasz mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja lubię z kasztanami yyy znaczy kasztanka :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Z żołędziami, z orzechami 0 nie ważne. Grunt, że od serca :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo mówię! Ale nie zmienia to faktu, że się uśmiałam jak nigdy :))

      Usuń
  6. Grunt, że z dodatkiem. Po obrazku znalazłby odpowiednią. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiadomo :)) A że wyglądają podobnie to już nie jego wina przecież :)

      Usuń
  7. Kto by się takich drobiazgów czepiał :-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze takiej nie jadlam ;) Tylko, ze u nas to takiej jeszcze nie widzialam :D Chyba zle szukam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co za różnica najważniejsze, że czekolada tam jest:) Ale kochany, że tak matce dogadza:)

    OdpowiedzUsuń